Od najdawniejszych czasów Bóg pragnął zamieszkać pośród swojego ludu. W Starym Testamencie objawił Mojżeszowi wzór przybytku, a później natchnął Salomona do budowy świątyni w Jerozolimie. Jednak prawdziwym Jego upodobaniem stało się serce człowieka – jak pisze św. Paweł: „Czyż nie wiecie, żeście świątynią Boga?” (1 Kor 3,16). Mimo to ludzie, odpowiadając na Boże pragnienie obecności, zaczęli wznosić miejsca, w których mogliby gromadzić się na modlitwie i doświadczać spotkania z Bogiem, który pierwszy zapragnął być z nami. Jednym z takich szczególnych miejsc jest Sanktuarium w Rubiatabie, wybudowane na ogromnej skale, zwanej Pedroną – świadectwo wiary, odwagi i wytrwałości.
Pismo Święte ukazuje Boga, który kroczy z człowiekiem – od ogrodu Eden, poprzez namiot spotkania, aż po świątynię jerozolimską. Każde z tych miejsc było znakiem przymierza i obietnicy. Gdy nadeszła pełnia czasów, Bóg posłał swojego Syna, Jezusa Chrystusa, który zamieszkał między nami (J 1,14). On sam stał się nową świątynią, a przez swoją śmierć i zmartwychwstanie otworzył wszystkim dostęp do Ojca. Od tamtej pory każdy wierzący jest żywym kamieniem w duchowej budowli, jednak nadal istnieje potrzeba tworzenia konkretnych miejsc kultu – sanktuariów, które stają się ogniskami wiary, celami pielgrzymek i źródłami łask.
„Oto ja, służebnica Pańska, niech mi się stanie według twego słowa!” (Łk 1,38)
Sanktuarium to nie tylko budynek. To przede wszystkim przestrzeń, w której niebo spotyka się z ziemią. W tradycji Kościoła katolickiego sanktuaria są miejscami szczególnego kultu, często związanymi z objawieniami, cudami lub ważnymi wydarzeniami duchowymi. Przyciągają rzesze pielgrzymów szukających uzdrowienia, pocieszenia i umocnienia w wierze.
Początki tego wyjątkowego miejsca sięgają lat 70. XX wieku. Biskup Juvenal Roriz, który był wówczas prałatem nowo utworzonej Prałatury Rubiataby, nosił w sercu wielkie pragnienie: chciał wznieść sanktuarium na szczycie ogromnej skały, znanej w okolicy jako Pedrona. To właśnie tam, podczas swoich misyjnych wędrówek, dostrzegł potencjał – miejsce, z którego Jezus mógłby gromadzić lud Boży do modlitwy i udzielać mu błogosławieństw.
Sen biskupa spotkał się jednak z powszechnym niedowierzaniem. Jak można wybudować kościół na niedostępnej skale? Brakowało dróg, sprzętu i funduszy. Pojawiały się głosy sceptyków, którzy przekonywali, że to szaleństwo. Ale biskup, jak biblijny Abraham, zaufał Bożej obietnicy. Jego wiara była niczym deszcz, który – jak mówi prorok Izajasz – nie wraca na próżno, ale czyni ziemię urodzajną (Iz 55,10). W 1976 roku, w dziesiątą rocznicę utworzenia Prałatury, biskup podjął decyzję o rozpoczęciu budowy. Miało to być wotum wdzięczności za dziesięć lat misyjnej pracy i jednocześnie duchowa twierdza dla całego regionu Goiás.

Skała Pedrona góruje nad okolicą, a jej strome zbocza wydają się nie do zdobycia. Aby móc w ogóle rozpocząć prace, trzeba było najpierw umożliwić transport ludzi i materiałów. Inżynier, będący siostrzeńcem biskupa, opracował projekt kościoła, dostosowując go do ukształtowania terenu na szczycie skały. Jednak kluczowym problemem pozostawała logistyka. Z pomocą przyszedł murarz Felipe Damásio, który podjął się zadania opracowania metody wciągania materiałów na górę.
Zdecydowano się na zbudowanie drewnianej drabiny, którą przymocowano do północnej ściany skały, przywiązując ją do wystających kamieni. To było prymitywne, ale skuteczne rozwiązanie. Każdej soboty biskup organizował „mutirões” – wspólne prace, na które przybywali ochotnicy. Ci odważni ludzie, niczym mrówki, wchodzili po szczeblach drabiny, niosąc na plecach worki z cementem, cegłami i stalą. To był niezwykły wyraz solidarności i poświęcenia. Mimo ogromnego wysiłku i ryzyka, nikt nie zrezygnował. Dzięki ich determinacji budowa posuwała się naprzód.
Biskup Roriz, szukając wzorca dla swojego sanktuarium, sięgnął po wspomnienia z podróży. Zafascynowały go małe, urokliwe kaplice w Alpach Szwajcarskich – ermidas, które zdają się wyrastać wprost ze skał. Ich prostota i harmonia z naturą stały się inspiracją dla projektu. Chciał, by sanktuarium w Rubiatabie nie tylko górowało nad krajobrazem, ale by samo w sobie było modlitwą wyrytą w kamieniu.
Wybór miejsca nie był przypadkowy. W Biblii skała często symbolizuje Boga – mocnego, niezmiennego i wiernego. To na skale Chrystus zbudował swój Kościół (Mt 16,18). Sanktuarium na Pedronie stało się więc widzialnym znakiem tej prawdy: wiara oparta na Chrystusie jest trwała i niezniszczalna. Każdy, kto przybywa na to miejsce, może doświadczyć tego samego oparcia, które daje Bóg.
Dziś sanktuarium w Rubiatabie jest celem licznych pielgrzymek. Przychodzą tu ludzie z całego regionu, by modlić się, prosić o łaski i dziękować za otrzymane dobrodziejstwa. Msze święte, nabożeństwa i dni skupienia gromadzą wiernych, którzy jednoczą się we wspólnej wierze. To miejsce stało się duchowym centrum, z którego bije źródło nadziei i pokoju.

W sanktuarium szczególnie czczona jest Maryja – Ta, która jako pierwsza powiedziała Bogu „tak”. Jej postawa całkowitego zawierzenia jest wzorem dla każdego chrześcijanina. Na terenie sanktuarium znajduje się także kaplica z wystawionym Najświętszym Sakramentem, gdzie trwa nieustanna adoracja. Wielu pielgrzymów świadczy o uzdrowieniach i innych łaskach otrzymanych za wstawiennictwem Matki Bożej.
Mimo upływu lat sanktuarium nadal pełni ważną rolę w życiu diecezji. Jest miejscem, gdzie wiara spotyka się z codziennością, a sacrum przenika profanum. Jednak utrzymanie takiego obiektu wymaga ciągłych nakładów. Dzięki ofiarności wiernych i zaangażowaniu kapłanów sanktuarium rozwija się – organizowane są rekolekcje, konferencje, a także działania charytatywne na rzecz najuboższych.
Historia sanktuarium w Rubiatabie uczy, że Bóg potrafi działać przez ludzkie marzenia, nawet gdy wydają się niemożliwe do spełnienia. To także przypomnienie, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. Każdy, kto staje u stóp Pedrony, może usłyszeć ciche wezwanie: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie” (J 2,5). To słowa Maryi z Kany Galilejskiej, które stały się mottem tego miejsca.
Niech to sanktuarium, zbudowane z tak wielkim trudem i miłością, nadal będzie miejscem spotkania człowieka z Bogiem. Niech każdy, kto przekroczy jego progi, doświadczy tej samej łaski, która spłynęła na biskupa Roriza i jego współpracowników – łaski wiary, która góry przenosi, a skały przemienia w domy modlitwy.